Standard APA – czym jest? Jak go zagrać? Co musisz o nim wiedzieć?

1 marca 2022 | author

Facebook

STANDARD APA – CZYM JEST? O CO TYLE HAŁASU? CO MUSISZ O NIM WIEDZIEĆ?

Jeśli tu trafiasz to pewnie obiły Ci się o uszy te trzy litery A-P-A. (Jeśli tu lądujesz przypadkiem, to niestety, nie chodzi o żaden hiphopowy projekt z L.A. lat 90-tych, ani o bebopowe szlagiery z lat 40). Chodzi o standard APA, czyli system wymyślony przez American Psychological Association wyznaczający co ma się znaleźć w pracy badawczej. Wytyczne tego systemu początkowo stosowano w psychologii, ale w miarę jak był on rozbudowywany, zaskarbiał sobie serca coraz większej ilości dziedzin społecznych, a w końcu i ścisłych. Dlaczego? Zróbcie hauas dla Ej-Pi-Ej!

Większość zainteresowanych rozumie APA jako system cytowania w pracy badawczej. APA bez wątpienia świetnie określa jak cytować innych badaczy, książki, artykuły w prasie i sieci i właściwie wszystko co można cytować (chcesz cytować N.W.A – A.P.A got your back). Ten system bardzo dobrze sprawdza się w automatyzacji, pomagając edytorom czy wyszukiwarkom internetowym indeksować automatycznie treść naukową i łączyć ze sobą prace różnych badaczy… ale dla Ciebie to przede wszystkim wytyczne jak zapisać nazwisko autora i jak odesłać czytelnika do danej pracy. Na pierwszy rzut oka to trochę skomplikowane, ale wierzcie nam – to i tak jeden z najprostszych i najstabilniejszych systemów. No i oczywiście protip – portale takie jak Scholar czy EBSCO mają wbudowane “cytowarki”, które jednym kliknięciem wygenerują pełną referencję gotową do bibliografii (cziki-pow!).

Co nie zawsze jest jasne i w zasadzie często jakoś pomijane, APA jest też pełnym systemem edycyjnym prac naukowych, czyli – zawiera precyzyjne instrukcje odnośnie tego co powinno się w pracy naukowej znaleźć. APA skrupulatnie definiuje kolejność elementów w pracy, wskazuje jak powinien być poprowadzony wywód, jak rozdziały mają z siebie wynikać, oraz w jaki sposób segregować treść pracy. Co do najdrobniejszych detali ma opracowane jakie czcionki, akapity i nagłówki wybrać, jak używać skrótów (i kiedy je stosować), jak mają wyglądać wykresy i tabele, jak zapisywać wyniki swoich testów, kiedy użyć przecinka a kiedy średnika – normalnie, maaan, bruh, dang! jest tam wszystko! APA dba o jednolitość prac naukowych (nie tylko w dziedzinach społecznych) i to jest właśnie powód dla którego jest tak popularna (w pewnych kręgach szanowana). Wielu wydawców artykułów naukowych adaptuje te standardy, albo po prostu zaleca ich stosowanie, a nawet jeśli nie robią tego otwarcie, to przegląd ich artykułów wystarczy żeby zobaczyć, że APA stosują nawet te żurnale które o tym nie wiedzą. APA jest jak najnowszy katalog krojów i wzorów w modzie – jeśli chcesz odwiedzić salony, to weź do ręki APA. Albo inaczej – bez APA skazujesz się na dłuuugą drogę samodzielnego kombinowania jak coś zrobić prosto i z gustem, czyli lądujesz na Marywilskiej i próbujesz szajn lajk a dajmond w dresie z bazarku. Nou uej.

A teraz sekret który zdradzają Ci profesjonaliści [doktorzy go nienawidzą, zobacz jak]: standardów APA jest kilka. I to chyba robi naukowcom więcej złego niż dobrego. Właściwie to nazwijmy to tak: polskich podróbek jest kilka. Pogadajmy o tym.

[ok, tu będzie dłuższe bla-bla-bla pokazujące że w polskim APA jest chaos, możesz przeskoczyć do akapitu o tym jaki z tego wniosek]

JAK Z EMINEMA ZROBILIŚMY FOCUSA (SILKA?)

APA ma w nazwie American, a to znaczy że kraina strzelb i hamburgerów jest jego ojczyzną (yee-haaw!). Amerykański/angielski standard był definiowany przez język z którego twórcy korzystali i na polskim rynku wprowadzenie APA nastręczało pewne techniczne trudności w notacji matematycznej. W tej zgniłej kapitalistycznej hamjeryce to kropki zamiast przecinków stosujo. Ponieważ w Europie przecinki wykorzystuje się do notacji liczb dziesiętnych (ułamków czy cośtam) trzeba było zastąpić kropkę przecinkiem, a przecinek średnikiem… potem ktoś zauważył że kozacki ampersand (czyli & jak w R&B) w Polsce należałoby zastąpić po prostu takim zupełnie lame “i”… & tak od słowa do słowa trzeba było część standardu napisać dla Polski od nowa. Nie było niestety (i chyba dalej nie ma) jakiejś odgórnej organizacji która to uporządkuje in polish land of freedom i prócz popularnych: otwartego podręcznika Harasimczuk i Cieciucha (2012) oraz nieco starszej książki Piber-Dąbrowskiej, Cypryańskiej i Wawrzyniak (2007) uczelnie i kadra naukowa stworzyli kilkadziesiąt różnych opracowań. Idea była słuszna, ale każdy zajął się tym nieco na swój sposób, dlatego wszystkie opracowania się od siebie różnią (czasem bardzo), zawierają inne informacje (np. jedne skupiają się na cytowaniach, inne na czcionce). Plus – nie ułatwia sprawy kwestia prób ominięcia praw autorskich i modyfikowanie “nowych” podręczników tak, aby odbiegały od oryginału APA. Słowem – pasztet z rusztu, nie wiadomo co do czego i która książka jest “lepsza”. Totalnie jak na rodzimym rynku MC.

Pojawił się też problem który trochę ciężko opisać bez łezki w oku profesjonalisty. Z punktu widzenia “klasycznych” polskich prac naukowych APA jest bardzo niepraktyczna. Na wielu uczelniach wciąż pokutuje przekonanie, że im dłuższa praca tym mądrzejszy autor. Oraz że im bardziej zawiła treść tym wyższy poziom pracy. Wraz z rozwojem nowoczesnej nauki na całym świecie dominuje obecnie podejście wręcz odwrotne – naukowcy mają pisać w sposób możliwie zwięzły, czytelny i zrozumiały i tak samo prezentować wyniki. APA ma w tej kwestii jedną prostą dewizę: less is more (czyli mniej znaczy więcej dla niezaznajomionych z oldskulowym rapem czytelników). Najlepsze artykuły naukowe na świecie mają przecież zaledwie kilka stron! Kondensując treści do maksimum można by dawne kilkusetstronicowe prace naukowe skrócić dziesięciokrotnie… a co dopiero student(ka) ma zrobić, jeśli prezentacja jego(jej) wyników zgodnie z mechaniką APA zajmie stronę-dwie? Jak tu rozciągnąć treść, żeby było 3- chociaż? Dlatego często kwestia mechaniki stylu APA była dyskretnie pomijana, na rzecz tylko i wyłącznie kwestii APA-cytowania. Na szczęście – w ostatniej dekadzie zmienia się to i APA po prostu szturmuje katedry, wydziały, blokowiska (yo, watch out).

To teraz najgorsze – APA nie wszystko zdefiniuje. Przynajmniej nie bezpośrednio. APA w detalach opisuje mechanikę stylu, czyli jak coś ma być zrobione, ale nie podaje wszystkich gotowych przykładów. Zresztą – ilość możliwych kombinacji tego co można ułożyć z “klocków APA” jest praktycznie nieograniczona, twórcy musieli wybrać te najczęściej występujące. Na przykład w oficjalnym standardzie APA – tylko kilka gotowych tabel (tabela korelacji, test t-Studenta, regresja krokowa), a cała reszta? Różni “twórcy” rozwiązywali różnie problem tego jak czytelnie i zgodnie z APA przedstawić wyniki dla ANOVA 2×2, kowariancji, albo zwykłej regresji i robili to tak jak uznali za stosowne. W efekcie trudno ostatecznie wykazać że coś jest albo nie jest w APA. Można się posługiwać gotowymi tabelami z artykułów naukowych, ale których?

Co do detali, to na przykład APA do wersji 6.0 miała sama w sobie nierozstrzygniętą kwestię odstępów między wartościami liczbowymi w notacjach matematycznych (statystycznych), bo użyta w publikacji czcionka w jednych miejscach miała większe odstępy między symbolami a w innych mniejsze. Nie było więc pewne czy tam jest jeszcze spacja czy nie. W polskich podręcznikach wykorzystujących standard APA używano dodatkowych spacji, ale czy spacja między znakiem równości a liczbą to błąd czy nie? Dasz wiarę? Dasz wiarę że ktoś przywiązuje wagę do takiego poziomu detalu? Warto tylko dodać, że APA 7.0 która jeszcze się na polskich uczelniach nie przyjęła to rozstrzyga: tak, tam ma być odstęp.

APA z racji oszczędności naukowej zalecała wykorzystanie czarno-białych wykresów lub użycie gradientów. Głównie dlatego, że druk czarnobiały jest tańszy oraz że kserówki dla studentów będą bardziej czytelne (serio). Dopuszczała użycie kolorów tylko wówczas gdy to naukowiec uzna że to konieczne. I teraz pytanie – kiedy uznasz, że zaznaczenie grupy kontrolnej na czerwono na Twoim super-kołowym-3D-wykresie-w-Excelu jest konieczne, bo… bo czerwony to kolor… eee… ważny, to kto Ci udowodni, że to nie jest w APA? Albo to – APA says “nie tłumacz w swojej pracy powszechnie znanych rzeczy”. Czyli, nie musisz pisać czym jest liczba Pi, albo co to znaczy p w swojej pracy… ale jeśli na Twojej uczelni p nie jest “powszechne” (kurczę, nieźle, jakieś Greendale Community College)? Albo potrzebujesz jeszcze 10 stron do minimalnego rozmiaru pracy? Przykłady w tym akapicie pokazują, że jak ktoś chce to sobie znajdzie problem, nawet jak coś się wydaje oczywiste. Oczywiście, tam gdzie APA zostawiła możliwość ruchu.

[……tu możesz przestać scrollować]

OK, ale jaki z tego wszystkiego wniosek, jaka płynie nauka, jaką masz dla mnie radę czołgu z jeziora? – zapytasz. Cały ten wpis jest tu w jednym celu – ułatwić Ci pracę. Skoro już wiesz jak to działa i że jest trochę zamieszania ze standardem APA i że na różnych uczelniach traktują APA po macoszemu, to pewnie masz poczucie zagubienia. Jak z tego wybrnąć? Nasza rada jest prosta – ustal dokładnie wg jakiego standardu („którego APA”) masz pracować. Każda robota idzie łatwiej jak wytyczne są z góry znane (nieee zna życia, kto nie rooobił w kooorpo bez wytycznyyych szeeeefa, heyyy eya)! Ponieważ każdy zwierzchnik naukowy ma jakąś własną wizję tego jak ostatecznie powinna wyglądać praca, lepiej z góry go/ją o to zapytać. Unikniesz wówczas robienia czegoś kilka razy. Możesz się wystroić samodzielnie w najlepszy ciuch od Givenchy, ale jak promotor(ka) powie “eee, czarny? wolę niebieski…” to będzie Ci smutno.

Jeśli na Twojej uczelni po prostu używa się oryginalnego standardu APA z podręcznika Official APA Manual, to masz z górki. Obecnie APA sprzedaje siódmą wersję podręcznika i to może się okazać jedna z lepszych inwestycji Twojego życia naukowego. Ale lepiej mieć pewność: ustalić, że to właśnie dokładnie ta a nie inna książka będzie podstawą Twojego pisania. Co w sytuacji kiedy nie podają Ci dokładniej tej publikacji, albo dostajesz jakieś niejasne wytyczne “użyj se APA, se ogarnij se”?

Każda uczelnia i każdy promotor ma jakąś “własną wersję APA” i może Wam ją wysłać. Zwykle jest to jakiś kilkustronicowy dokument, albo konkretny tytuł publikacji. Nadal są wątpliwości, bo w przesłanym “standardzie” jest jedna strona o tym dlaczego użyć czcionki Times rozmiar 12 i nic poza tym, a Ty masz do przedstawienia wynik testu z powtarzanym pomiarem? Możesz zawsze dopytać o pracę wzorcową, lub przykładową pracę – większość kadry coś takiego w swoich zbiorach posiada – i próbować zrobić coś możliwie zbliżonego. Jeśli nie możesz tego uzyskać – możesz samodzielnie znaleźć sobie jakąś wersję (np. te wyżej wymienione) i podesłać do akceptacji, a potem się ich trzymać. Jak to zrobić?

Jeśli nie masz wytycznych – testowaliśmy kilka dróg, ta daje naszym zdaniem najlepsze wyniki. Zaczynasz od Tłumacza Google i znajdujesz angielską nazwę Twojej analizy lub testu który masz do przedstawienia – na przykład test z powtarzanym pomiarem powinno Ci się udać przetłumaczyć jako repeated measures test. Przekopiuj to sformułowanie do Google Scholar, dopisz frazy typu “psychology” (czy jaka tam jest Twoja dziedzina) “table”, lub “results” (czasem trzeba trochę poeksperymentować). Następnie po lewej stronie zaznacz okres wyszukiwania po 2010 roku. Po kliknięciu wyszukiwania i przejrzeniu kilku pdf’ów z artykułami znajdziesz na pewno coś dla siebie. Pokaż promotorowi(ce), zaznacz że będzie to Twój wzór opisania jakiegoś wyniku i ilustracji wykresem/tabelą i po prostu trzymaj się wytycznych.

Da się? Da się kierowniku.

P.S. Masz jakieś wątpliwości co do APA? Nie wiesz jak czegoś użyć, albo nie jesteś pewny czy coś jest ze standardem zgodne? Zapytaj nas!

<wróć